Parafia Ewangelicko-Augsburska Bielsko

Mannheim dla Ukrainy

Tak wielu z nas pomaga dziś cierpiącym z powodu wojny Ukraińcom. Chciałbym podzielić się z Wami przeżyciami z ostatnich dni, kiedy to we współpracy z naszymi partnerskimi parafiami Mateusza w Mannheim Neckarau w Niemczech, oraz Bollnas w Szwecji, również dołożyliśmy cegiełkę do tej ogromnej akcji pomocowej.
Kiedy w Polsce pojawili się pierwsi uchodźcy zza naszej wschodniej granicy, od razu parafianie postanowili zorganizować miejsce, do którego moglibyśmy przyjąć, chociaż parę osób. W bardzo szybkim czasie odmalowaliśmy i przystosowaliśmy mieszkanie w jednym z budynków parafialnych.
W niedzielę ogłosiłem w czasie nabożeństwa, że będziemy potrzebowali na początek kołder, poduszek, jedzenia, odzieży i wszystkiego czego mogą potrzebować, osoby, które jedynie z jedną walizką, wprowadzają się do nowego mieszkania. Odzew był natychmiastowy i w parę dni zgromadziliśmy wszystkiego w nadmiarze, tak, że w następnych ogłoszeniach prosiłem ludzi aby wpłacali, na razie, jedynie pieniądze na utrzymanie tych, którzy do nas przybyli. Szybko w naszym budynku zagościły dwie mamy i trójka dzieci.
Jeszcze nie zdążyliśmy się zastanowić co dalej, a już z naszych partnerskich parafii otrzymywałem telefony z pytaniem: „W czym możemy pomóc?”
Nasi przyjaciele z Bollnas w Szwecji, za pośrednictwem pani pastor Ingrid Augrell, przesłali nam wsparcie finansowe, które w ogromnym stopniu rozwiąże problem z opłaceniem mediów i zakupu najpotrzebniejszych rzeczy.
Pani pastor Regina Bauer z Mannheim, oprócz wsparcia finansowego zaproponowała przyjęcie uchodźców w tamtejszej Parafii Mateusza. Na ten cel przystosowany został budynek plebanii, który ze względu na to, że mieszkający tam wcześniej ksiądz odszedł na emeryturę, stał pusty. Okazało się, że w budynku tym mają możliwość, w bardzo dobrych warunkach, zakwaterować osiemnaście osób. Zarządzili też zbiórkę najpotrzebniejszych rzeczy, których zebrało się aż cztery busy. Nawiązali kontakt z organizacją w Ukrainie, która przewozi pomoc humanitarną do najbardziej potrzebujących.
Padło więc pytanie, czy kierowcy w drodze na ukraińską granicę będą mogli przenocować w naszej parafii? Oczywiście, od razu znaleźliśmy miejsce i przygotowaliśmy się na ich przybycie, w drodze powrotnej mieli zabrać ze sobą nawet dwadzieścia jeden osób, chętnych do zakwaterowania w ich budynku.
Po kilku rozmowach zmieniliśmy jednak plan. Postanowiliśmy, że złożymy kartony z pomocą w sali parafialnej, a nasi przyjaciele, po przenocowaniu, na następny dzień rano, zabiorą uchodźców i wyruszą w powrotną drogę do Mannheim. W Bielsku-Białej zebrała się grupa piętnastu osób, które były gotowe wyruszyć do Niemiec. Plan wydawał się być dobry a działanie skuteczne.
W piątek 11. marca ok. 22.00 dotarły do nas, wypełnione po dach busy z Niemiec. Skrzyknęliśmy się i w szybkim czasie rozładowaliśmy wszystko w sali parafialnej. Kierowcy udali się na wypoczynek z przekonaniem, że nazajutrz zabiorą ze sobą uchodźców do Niemiec. Okazało się jednak, że zebrana piętnastka wyjechała już innym transportem i zbiera się nowa grupa, na ten moment było ich około sześciu osób. Trzeba zdawać sobie sprawę, że Ukraińcy przyjeżdżający do Polski w wielu przypadkach mają nadzieję, że wszystko szybko się skończy i będą mogli wrócić do domu, nie chcą wyjeżdżać daleko, mają obawy, zresztą zupełnie uzasadnione. W Polsce w skromnych warunkach widzą, że mają opiekę, a tam gdzieś daleko wyruszają w nieznane.
Ostatecznie zebrała się dziewiątka, która wyruszyła na zachód. Nasi niemieccy przyjaciele nie dali jednak za wygraną i chcieli pojechać na granicę ukraińską aby stamtąd zabrać ze sobą resztę osób. W związku jednak z tym, że nie było żadnej pewności, że ten plan przyniesie zamierzony skutek pojechali na dworzec kolejowy do Katowic, aby tam spróbować.
Na dworcu spędzili kilka godzin. Udało się jednak, dzięki pomocy radnego Katowic, wolontariusza na dworcu kolejowym pana Jarosława Makowskiego znaleźć trójkę chętnych, którzy wyruszyli z nimi do Mannheim. (relację Pana Jarka można znaleźć na naszej stronie Facebookowej)
W tym samym czasie, kilkanaście osób zajmowało się sortowaniem i przygotowywaniem transportu z pomocą humanitarną, jaka miała wyjechać na wschód.
W niedzielny poranek zapadła decyzja, aby dwoma samochodami zawieźć to wszystko do miejsca wskazanego nam przez parafię w Mannheim. Chcieliśmy wyruszyć w poniedziałek rano, więc w niedzielne popołudnie znów zrobiliśmy „pospolite ruszenie” i zapakowaliśmy samochody.
W poniedziałek o godzinie 8.00, w cztery osoby wyruszyliśmy w drogę do Przemyśla. Pani Maria, zajmująca się logistyką na trasie Przemyśl – Ukraina, wytłumaczyła nam telefonicznie, dokąd mamy pojechać i do kogo się zgłosić. Nie było najmniejszego problemu z trafieniem do celu. Podróż przebiegała bez problemów. Im bliżej granicy tym więcej mijaliśmy samochodów z transportem przeznaczonym na pomoc Ukrainie. Niemcy, Holendrzy, Belgowie, Francuzi, Szwajcarzy, Hiszpanie, Portugalczycy, no i cała masa Polaków. Oczywiście po drodze napotkaliśmy wiele samochodów policyjnych i wojskowych. Nad głowami przeleciał nam też wielki wojskowy helikopter. Około południa dotarliśmy do Przemyśla. Miasto to, wyglądało zupełnie jakby nic się nie działo. Dopiero, kiedy przejeżdżaliśmy obok budynku po supermarkecie Tesco, zobaczyliśmy tłumy osób, rozstawione namioty, mnóstwo autokarów, straż pożarną i policję. Domyśliliśmy się, że to jest miejsce, w którym spotykają się przybywające z Ukrainy osoby, które później jadą dalej.
Dojechaliśmy na miejsce. Okazało się, że jedna z firm, które współpracowały z firmami Ukraińskimi, udostępniła kontenery organizacjom niosącym pomoc humanitarną na wschód. Złożyliśmy nasze towary do jednego z kontenerów, który został zamknięty na kłódkę. Pan Darek, który nas przyjmował stwierdził, że to długo tam nie poleży. Potwierdzeniem tego były działania obserwowanej przez nas grupki kilku dziewczyn z Ukrainy, które do trzech mikrobusów ładowały pakunki, prosto z naczepy TIRa na włoskich rejestracjach, a następnie szybko ruszały w drogę.
Wieczorem zmęczeni, ale szczęśliwi, że mogliśmy w czymś pomóc wróciliśmy do domu.
Niemcy zapowiedzieli, że znów do nas przyjadą. Szwedzi pozostają z nami w kontakcie, a nasz przyjaciel z Holandii Bram, też już pakuje samochód i niedługo zawita do nas z materacami i innymi potrzebnymi rzeczami.
Pragnę podziękować wszystkim, którzy pomogli i zdaję sobie sprawę, że to jest dopiero początek. Już podjęliśmy działania mające na celu przygotowanie kolejnych miejsc i niesienia dalszej pomocy.
Chętnych do wsparcia naszej działalności informuję, że na stronie Parafii Bielsko (bielsko.luteranie.pl) jest podany kontakt do Parafii oraz numer konta, na które można wpłacać pieniądze z dopiskiem „pomoc dla Ukrainy”.

ks. Krzysztof Cienciała

do aktualnosci: 
TAK